Zdrowie
W życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym*

W życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym*

Ponad rok temu pewien Polak wyruszył w podróż dookoła świata, by zrealizować swoje największe marzenie. Przebył 21 tys. km, nie wydając ani centa na noclegi. Przemierza dżunglę, zaprzyjaźnia się z tubylcami i maltretuje żołądek lokalnym jedzeniem. A to jeszcze nie koniec. Rozmawiamy dziś z ekscentrycznym podróżnikiem Władysławem Łabudą.

Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Ty całkowicie zrezygnowałeś z dotychczasowego życia. Co Cię skłoniło do podjęcia takiej decyzji?
Pasja, żądza przygody, piekielna ciekawość świata, sam nie wiem. Z każdym kolejnym rokiem mojego życia i z każdą kolejną podróżą utwierdzałem się w przekonaniu, że muszę to zrobić. W pewnym momencie przyszedł taki czas, że żadna inna sprawa nie była tak ważna jak ta podróż, i wyjechałem.

Ile krajów za Tobą? Ile jeszcze przed Tobą?
Podczas tej podróży byłem w Hondurasie, Wielkiej Brytanii, Nikaragui, Gwatemali, Kanadzie Meksyku, Belize, aktualnie jestem w Kostaryce. Kolejnymi państwami będą Panama i Kolumbia oraz cała Ameryka Południowa, Australia, Azja i wracam do Polski.

Twój budżet na noclegi na dwa lata podróży wynosi 0 złotych. Z pewnością więc spałeś w bardzo dziwnych miejscach…
Dwa lata, a może i więcej – zobaczymy. Jeden nocleg, za który naprawdę siebie nie lubiłem, był na wyspie Vancouver Island, a dokładnie w jednym z rezerwatów Indian w Parku Narodowym Pacific Rim. Jechałem stopem i brakowało mi kilkudziesięciu kilometrów do Tofino przed nocą. Nie miałem śpiwora ani na namiotu, tylko kocyk. Sąsiedztwo Pacyfiku, silne wiatry i sama myśl, że spędza się noc w rezerwacie Indian, nie wróżyły spokojnej nocy. Szczególnie że wcześniej nasłuchałem się trochę o niedźwiedziach w tej części Kanady. Bear Grylls byłby dumny, mama niekoniecznie.

A najgorsza rzecz, jaką musiał strawić Twój żołądek?
Oh, całkiem niedawno, z tydzień temu. Zostałem poczęstowany jedną z lokalnych kaw w Kostaryce. Nie wiem, jak została przyrządzona, z jakiej wody i ile razy podgrzewana, ale posmak tego okrucieństwa zapamiętam na długo – to tak na świeżo. Po kilku miesiącach w Ameryce Centralnej zmusiłem się również, żeby spróbować Chicharrón (smażonej świńskiej skóry, która jest uwielbiana od Meksyku po Argentynę). Na początku jest chrupnięcie, potem żucie, następnie już tylko czekasz, co się stanie. Udało mi się zjeść, ale to chyba ostatni raz.

Nowe miejsca, nowi ludzie, nowe zwyczaje. Nie tęsknisz ani trochę za domem, za bliskim, za spokojnym i poukładanym życiem?
No pewnie, że tęsknie, wyjechałem z Polski 15 miesięcy temu, przez ten czas tyle się zmieniło. Zostałem ponownie wujkiem, moich kilku dobrych kumpli ożeniło się, kolejni czekają na potomków. Wszystko się zmienia. Jednak nie jest mi tęskno za poukładanym życiem. Zawsze lubiłem, jak coś się dzieje. Taka podróż to nieustanna praca nad własną osobą. Często wchodzę w nowe środowisko, zaczynam nowy projekt, w którym pomagam jako wolontariusz, zmieniam miejsce zamieszkania, otoczenie, obyczaje. Widzę, jak te zmiany rozwijają. Każdego ranka czuję, jak moje ciało przepełnia smak spełnianego marzenia. Kiedy mi tęskno, przypominam sobie, że właśnie tego chciałem i że jestem dokładnie w tym miejscu, o tym czasie, gdzie powinienem być – to się chyba nazywa szczęście.

Czy pośród miejsc, które do tej pory zwiedziłeś, jest taki zakątek globu, w którym mógłbyś zostać na stałe?
Nie ma takiego miejsca. A może jeszcze takiego nie znalazłem – nie wiem. Czuję, że Ziemia jest moim podwórkiem, dużym jak na nasz rozmiar, ale jest to tylko mały kamień krążący wokół Słońca. Jednak dobrze mieć miejsce, do którego można wracać oraz lato cały rok za oknem. Jednym z miejsc, w których mógłbym zostać na dłużej, jest Caverhill Lodge: położone 23 km w kanadyjskim buszu miejsce, gdzie można dostać się tylko łodzią, Santa Rosa de Copan w Hondurasie, Tajo Alto w Kostaryce, czy Livingston w Gwatemali. Jestem jednak zdania, że to ludzie tworzą klimat miejsca, gdzie się żyje.

Podróżujesz sam. Jedynym stałym towarzyszem podróży jest Twój plecak. Chyba podczas każdej takiej wyprawy przychodzi moment, że zaczyna doskwierać samotność, czyż nie?
W sumie w podróży samotność to pojęcie względne. Tak naprawdę spotykam setki nowych osób i często nawet nie ma czasu na tęsknotę. Przychodzą jednak takie momenty, że jest się samemu, często wracam w mojej głowie do wspomnień i osób, z którym spędzałem czas w Polsce. Wtedy zawsze robi mi się cieplej na sercu.

Co było do tej pory najlepszym, a co najtrudniejszym doświadczeniem podróży?
Jeden z cudowniejszych momentów, jaki przeżywałem, to ten, gdy byłem świadkiem deszczu meteorytów w Kanadzie. Byłem w górach, a dokładnie w połowie sierpnia można było zaobserwować ponad 100 spadających meteorytów na godzinę. Wspólnie z przyjaciółmi pływaliśmy prawie całą noc nad jeziorem w kajakach z dala od światła miejskiego z kawą w termosie i z głowami skierowanymi w stronę nieba. Czegoś takiego nigdy nie widziałem. Niebo było idealnie czyste, momentami widzieliśmy kilka meteorytów naraz, a spokojna tafla wody odbijała te cudowne zjawiska.
Najtrudniejsze doświadczenie? Kolejna świeża sprawa. Dokładnie 1 stycznia wracaliśmy ze znajomym Danilo z imprezy sylwestrowej o 8 rano. Droga wiodła przez 8 km kostarykańskich gór. Czułem w sobie całą niezdrową wczorajszą strawę i rum. Nie obyło się bez dłuższych postojów, ale daliśmy radę. A tak poważnie, myślę, że nocleg w stolicy Hondurasu Tegucigalpie (jednym z bardziej niebezpiecznych miast świata) nie był najłatwiejszy, pół nocy chodziłem i szukałem baru czy restauracji otwartego przez 24 godziny. W tym mieście zamykają nawet port lotniczy w godzinach nocnych. To była trudna noc.

Może i mężczyzny się nie powinno o to pytać, ale czy jest coś, czego się boisz?
Tak szczerze to boję się, że coś mi się stanie i nie będę mógł kontynuować podróży (odpukać w niemalowane!). Często staję przed nową sytuacją, nie mając pewności, że podjąłem dobrą decyzję. Podróżując, muszę ufać ludziom, prosić o pomoc, pytać o radę. To chyba w długoterminowych podróżach jest najtrudniejsze. Często mój los jest w rękach osoby, której kompletnie nie znam, co czasami może mieć niespodziewane skutki. Jednak z czasem zacząłem pomyloną drogę tłumaczyć jako świetną okazję do poznania okolicy. Poza tym boję się wielu innych rzeczy, jednak czasem trzeba ryzykować. Churchill kiedyś powiedział, że jak brakuje miejsca na odwagę, to inne cnoty są bez znaczenia. Strach zazwyczaj pozostaje w środku, na zewnątrz w ciężkich chwilach jestem bardziej uważny czy skoncentrowany. Spadkobiercy pierwszych narodów Indian wierzą, że strach jest sprzymierzeńcem prawdziwego wojownika. Należy go pokonać w sobie, następnie już nic nas nie zatrzyma.

Pracujesz nad dwoma dużymi projektami – nad przewodnikiem i filmem dokumentalnym. Domyślam się, że zebranego materiału masz aż nadto. Powiesz nam coś więcej na ten temat?
Jeżeli chodzi o książkę, to większość materiałów i informacji weryfikuje moje codzienne życie. Przewodnik, nad którym pracuję wspólnie z innymi podróżnikami, już teraz nieoficjalnie został nazwany podręczną biblią backpakersów. Szukamy i testujemy na własnej skórze sprawdzone metody, jak podróżować za darmo. Posiadamy już kilkadziesiąt rozwiązań, jak można to robić na całym świecie bez użycia pieniędzy. Zostanie ona opublikowana zaraz po zakończonej podróży. Co do filmu, to jest to bardziej duchowy i mentalny projekt. Spotykam na swojej drodze setki ludzi, najbardziej interesujące osoby proszę o krótki, ale bardzo osobisty wywiad. Mam 9 pytań, które zadaję moim rozmówcom typu: Kim jesteś? Dlaczego żyjesz? Pytam o życiowy sukces i porażkę, o stosunek do pieniędzy, wiarę, czy plany na następne 10 lat. Kiedy wrócę do Polski, złożymy te wszystkie materiały w jedną całość. Po 43 przeprowadzonych wywiadach w 17 językach mam wrażenie, że powstaje coś niezwykłego. Mam jeszcze dużo pracy, dużo rozmów, dużo kilometrów, dużo czasu... Już teraz można stać się częścią tego projektu i pomóc przy publikacji i produkcji książki i filmu. Wystarczy zajrzeć na naszego Fanpage’a lub do tego linku: www.indiegogo.com/projects/flyaway-tv-around-the-world-trip/x/2775308.

Co zamierzasz zrobić po powrocie do Polski? Przygotować kolejną podróż, dla odmiany drogą morską?
Przed samą wyprawą miałem wiele nieuzasadnionych obaw co do funduszy, możliwości organizacyjnych, bezpieczeństwa w podróży. Po ponad 500 dniach tułaczki po świecie mogę pochwalić się dosyć pokaźną bazą informacji jak podróżować, bezpiecznie, bez użycia pieniądza i się przy tym świetnie bawić. Poza tym mam masę zdjęć, filmów, niesamowitych historii. Zmierzam po powrocie podzielić się tą wiedzą, organizując kilka imprez i spotkań podsumowujących całą wyprawę. Myślę też, że jeżeli się zasmakuje podróżowania tak pełną gębą, to zawsze się jest przed podróżą. Mam w głowie kilka pomysłów, ale jeszcze nie chcę ich zdradzać. Teraz kombinuję, jak przedostać się z Panamy do Kolumbii, ponieważ nie ma drogowego połączenia między Amerykami. Jeżeli ktoś z czytelników ma jakieś sugestie, będę bardzo wdzięczny, proszę o wiadomość na www.facebook.com/flyawayTV!

Rozmawiała Patrycja Jurzak

* Oscar Wilde


Podobne artykuły

Ta koszulka pozwoli porozumieć się w każdym języku na ziemi

Ta koszulka pozwoli porozumieć się w każdym języku na ziemi

Magiczna Dominikana – kraj tysiąca najpiękniejszych plaż

Magiczna Dominikana – kraj tysiąca najpiękniejszych plaż

Islandia – dziewicza wyspa ognia i lodu

Islandia – dziewicza wyspa ognia i lodu

Kuchnia na wzór sycylijski

Kuchnia na wzór sycylijski

Francja: Wieża Eiffla, bagietki i zamki na Loarą

Francja: Wieża Eiffla, bagietki i zamki na Loarą

Walizka, która Cię zawiezie prawie wszędzie

Walizka, która Cię zawiezie prawie wszędzie

Masz trochę gotówki? Zobacz gdzie na świecie znajdziesz dom marzeń za £230.000

Masz trochę gotówki? Zobacz gdzie na świecie znajdziesz dom marzeń za £230.000

Podróżuj śladami nagich modeli Spencera Tunicka

Podróżuj śladami nagich modeli Spencera Tunicka

Nie uwierzysz, że istnieją! Oto najdziwniejsze muzea świata

Nie uwierzysz, że istnieją! Oto najdziwniejsze muzea świata

Podróże z piekła rodem

Podróże z piekła rodem